Choroba lokomocyjna – jak sobie radzić?

Teraz, kiedy lato jest prawie w pełni, coraz częściej i coraz chętniej podróżujemy. Jest to fenomenalny sposób, by zapoznać dziecko z tradycją, pokazać mu ciekawe miejsca, nauczyć nowych rzeczy i poszerzyć jego światopogląd. W ten sposób poznawanie świata jest dużo ciekawsze, niż zwykłe jeżdżenie palcem po mapie lub czytanie o wspaniałych miejscach z podróżników i książek przygodowych. Wszystko, co dziecko zobaczy na własne oczy, czego będzie mogło samo dotknąć na pewno zostanie mu na dłużej w pamięci, a jego wspomnienia będą dużo piękniejsze i dużo bogatsze. Niestety, nie wszystkim podróżowanie przychodzi z taka łatwością. Czasami kojarzy się z droga przez mękę. Nudności, wymioty, a czasami senność i biegunka, to na pewno nie objawy ciąży w wypadku dziecka, ale choroby zwanej lokomocyjną. Czasami się z niej wyrasta jeszcze w przedszkolu, ale czasem potrafi utrudnić życie nieco starszym dzieciom. Zatem twoje dziecko, które tak lubiło zasypiać w foteliku samochodowym jako niemowlę, może mieć nielada problem, by przejechać kilka kilometrów, bez komplikacji ze strony układu pokarmowego. Niestety, nie układ pokarmowy jest tu winowajcom, a zaburzenia w narządzie równowagi, który znajduje się w uchu środkowym.

Zdarza się, że problemy nasilają się, kiedy gwałtownie ruszamy lub hamujemy. Wymiotom sprzyja również zapach spalin wydobywający się z przepełnionego zbiornika, zbyt miękkie siedzisko, zbyt dobre amortyzatory, a przede wszystkim patrzenie przez okno na szybko zmieniający się za nim krajobraz. Mimo iż problem jest poważny, jest kilka sposobów, które mogą nam pomóc w pokonaniu trudności związanych z podróżowaniem.
Stres sprzyja chorobie lokomocyjnej. Zatem zanim jeszcze wsiądziecie do samochodu, postarajcie się wyciszyć i uspokoić. Wasze dziecko, które zobaczy, że nic was nie denerwuje i macie dobry humor, zapewne zareaguje w ten sam sposób, a spokojnemu dziecku łatwiej przyjdzie przetrwać podróż i jest szansa, że nie zwymiotuje po drodze.

Pamiętaj, że sprzeczne sygnały, przesyłane do ucha środkowego w pływają na małego podróżnika fatalnie. Z jednej strony organizm znajduje się w spoczynku, z drugiej strony bodźce wzrokowe sugerują, że znajduje się w ciągłym ruchu. Warto zatem trochę zniwelować te różnice ustawiając fotelik malca w centralnym miejscu tylnego siedzenia. Maluch nie będzie miał łatwego dostępu do bocznej szyby, natomiast odległy horyzont, stały punkt sprawi, że dziecko poczuje się o niebo lepiej. Pozwólcie zatem dziecku zza waszej głowy oglądać świat. Oczywiście czasami pojawia się problem z zamocowaniem fotelika, ale na ten czas można go zamontować na centralnym pasie.

W czasie jazdy warto zadbać, by w samochodzie panowała atmosfera świeżości. Nie osiągniemy jej zapewne stosując odświeżacze powietrza. Można natomiast włączyć klimatyzację, która nieco ochłodzi powietrze w samochodzie, a w przypadku jej braku, warto uchylić nieco okno. Świeże powietrze z zewnątrz, na parę chwil odwróci uwagę malucha od niedogodności podróży.

Nic tak nie odwraca uwagi od problemu, jak dobra zabawa. Jeżeli masz taka możliwość i nie kierujesz samochodem, zajmij miejsce obok dziecka. Zabierzcie z domu w podróż jakąś ciekawą grę lub kilka pacynek, które posłużą wam do stworzenia własnego teatrzyku i opowiedzenia wspaniałych historii. Jeśli nie macie niczego pod ręką, można pograć w łapki lub pośpiewać piosenki. Warto również pobawić się w zgaduj – zgadula. Jeżeli jednak jesteś w tej trudnej sytuacji, że podróżujesz z dzieckiem sama, to warto zaopatrzyć się w płyty CD, na których nagrywane są bajeczki dla dzieci do posłuchania. Możesz wtedy zachęcić dziecko, by zamknęło oczy i wyobraziło sobie opowiadaną historię. Nigdy, będąc w takiej sytuacji, nie dawaj dziecku niczego do czytania, ani do grania, ponieważ przy chorobie lokomocyjnej nie powinno się koncentrować wzroku na bliskim celu. Natomiast taka historia opowiadana przez dobrego lektora, może okazać się wybawieniem z kłopotów. Po pierwsze odwróci uwagę od jazdy, a zamknięte oczy pomogą w czasie mdłości.

Wybierając się w podróż pamiętaj, by nigdy nie wsiadać do samochodu o pustym żołądku. Wiadomo, że rodzice wychodzą założenia, że jeżeli ich dziecko nie będzie miało nic w brzuszku, to nie będzie miało również czym wymiotować. Jest to tylko prawda połowiczna. Głodny organizm jeszcze bardziej skupia się na sobie, dlatego warto wsiadając do samochodu przekąsić lekkie śniadanko. Może to być kilka biszkoptów lub małe jabłko. W czasie jazdy starszakowi na pewno pomoże żucie gumy do żucia lub ssanie cukierka. Wybrać powinno się taki, który ma zdecydowany smak i aromat. Nie powinny być to również mdłe rzeczy. Warto wypróbować coś na bazie mięty, imbiru, lub z kwaśną nutą. W czasie jazdy również warto robić postoje na małe co nieco. Wybierając się na coś do jedzenia powinno się jednak wybierać mądrze i z głową. Należy unikać potraw tłustych i fast foodów. Lepiej zamówić makaron, niż hamburgera i frytki. Do picia warto zamówić niegazowaną wodę mineralną, a zrezygnować powinno się ze słodkich napojów gazowanych. Na większe problemy dobrze robi również lekko osłodzona koperkowa herbatka. Warto również wykorzystać napar z korzenia imbiru lub przyrządzić herbatkę imbirową. Niestety, wadą imbiru jest to, że dzieciaki niechętnie go przyjmują.

Jeżeli mamy przewidzianą podróż na kilka godzin, to pamiętajmy o częstych postojach, nie tylko wtedy, kiedy maluch komunikuje, że źle się czuje (wtedy może okazać się, ze jest trochę za późno) , ale nawet wtedy, kiedy zaczyna komunikować, że coś jest nie tak. Jeżeli można zatrzymać się od razu, należy to zrobić, jeżeli jednak warunki drogowe nie pozwalają na to, można dziecko poprosić, by zamknęło oczy i spróbowało coś sobie wyobrazić. Oczywiście zatrzymać się i tak trzeba najszybciej jak się da, ale może pozwoli to na chwilowe opanowanie sytuacji. Kiedy tylko nadarzy się okazja do postoju, pozwól dziecku wysiąść i pooddychać świeżym powietrzem. Jeżeli jest to możliwe niech się połozy. To znacznie szybciej pozwoli mu dojść do siebie.

W każdej podróży, z dzieckiem z chorobą lokomocyjną przyda się na pewno tak zwany zestaw awaryjny. Na wypadek wymiotów, powinny się w nim znajdować papierowe lub plastikowe torebki, woda w butelce, najlepiej gazowana, żeby można było przepłukać usta, ale również taka, która posłuży do opłukania , nawilżane chusteczki, papierowe ręczniki, zestaw na zmianę, czyli dodatkowe ubranie, a także dodatkowy pokrowiec na fotelik. To wszystko powinno się znaleźć w zasięgu reki, jeżeli tylko będzie sygnalizowało wymioty. Jeśli nie uda się zapobiec wymiotom ten zestaw sprawi, że sytuacja nie będzie może tak bardzo dramatyczna. Gdyby jednak tak się zdarzyło, że nasze dziecko zwymiotuje w czasie jazdy, to pamiętajcie, że nerwy nic tu nie pomogą, a mogą jeszcze pogorszyć sytuację. Spróbujcie być wyrozumiali. Wasze dziecko i tak jest już wystarczająco mocno przestraszone i ma olbrzymie poczucie winy, dlatego powinniście jak najszybciej pozwolić mu się umyć i przebrać. Ogarnijcie sytuację, a wasze dziecko niech sobie chwilę odpocznie i pooddycha świeżym powietrzem.

Pamiętajcie również, by dokompletować zestaw awaryjny, który, miejmy nadzieję, już się nie przyda.
Jeśli jednak, mimo wszystkich wypróbowanych sposobów, maluch ciągle źle znosi podróże, to albo należy zmienić mu środek lokomocji. Czasami podróżowanie pociągiem czy autokarem diametralnie zmienia sytuację.

A jeżeli to nie pomoże sięgnijcie po środki apteczne, które skutecznie przeciwdziałają chorobie lokomocyjnej. Te nowoczesne działają rewelacyjnie. Nie wywołują uczucia senności i nie ogłupiają dziecka. Zanim jednak zdecydujemy się na podanie takiego preparatu dziecku, warto zasięgnąć opinii lekarza, którzy dobierze odpowiedni specyfik do wieku i problemów dziecka.

A wy, jak radzicie sobie z choroba lokomocyjną waszego dziecka. Może macie jakieś sprawdzone sposoby, na podróżowanie miłe i bez problemów.

4 Responses to “Choroba lokomocyjna – jak sobie radzić?”

  1. na szczęście moje dziecko nie miało choroby lokomocyjnej, choć pamiętam, że czasami w czasie jazdy też nie za dobrze się czuło. musieliśmy wtedy zatrzymywać się co kilka kilometrów, aby mała mogła się przespacerować. po takiej przechadzce znowu było dobrze przez jakiś czas. nie jestem zwolennikiem faszerowania dziecka tabletkami w czasie jazdy, tym bardziej, że jak udowodniono, mają one mnóstwo skutków ubocznych, o których producenci często nie piszą. lepiej wypróbować naturalne sposoby. bardzo łatwo można odwrócić szybko uwagę dziecka, więc nie ma problemu, by je czymś zająć. radzę spróbować zanim ktoś sięgnie po farmaceutyki.

  2. Moja córeczka uwielbia podróżować samochodem i na szczęście dobrze te nasze podróże znosi. Jednak przy dluzszych trasach staramy sie co póltorej godzinki stawać żeby mogla rozprostować kości, otwierzmy też drzwi na oścież żeby autko sie przewietrzylo. I zgadzam, się, żeby tabletki podawać dziecku w ostatecznosci.

  3. mój synek ma prawie 2 lata i od samego początku uwielbiał podróżowanie samochodem ….jak był malutki to najczęściej zasypiał a teraz stara się podziwiać widoki….cieszę się bo dzięki temu możemy całą rodziną podróżować bez stresu i nie martwiąc się, że mały to źle znosi …teraz kiedy Filip interesuje się nowymi rzeczami jego ulubionym środkiem transportu stał się pociąg i autobus .

  4. Mam to szczeście, że moje szkraby nie mają problemu z chorobą lokomocyjną i dobrze znoszą podroże. W dzieciństwie jednak ja miałam tą przypadłość. Niestety nic nie pomagało, jedynie tabletki, po których jest sie ospałym. Jeśli byłaby taka konieczność, swoim dzieciom podałabym jedynie lekki na bazie roślinnej np. imbiru, czywiście po uprzednim skonataktowaniu się z pediatrą.

Leave a Reply

Spam protection by WP Captcha-Free